REFLEKSJE UCZESTNIKÓW SEMINARIÓW PSYCHOSOMATYCZNYCH
W TYCHACH I W WARSZAWIE
.

  • Zajęcia były ciekawe, to co mi utkwiło w pamięci to możliwość projekcji treści, które są zamknięte w obawach psychosomatycznych, co czyni je nierozpoznanymi. Dlatego pacjent używa analityka do rozpoznawania treści, które na niego projektuje, by ten o nich myślał. Komunikacja niewerbalna i możliwość odbierania jej przez terapeutę i zastanowienia się winna zmierzać do możliwości budowania przestrzeni dla myślenia o objawach np. hipochondrii w przestrzeni psychoterapeutycznej. Jeśli pacjentowi się pogarsza znaczy, że zdrowieje, bowiem konflikty z psychosomatycznych stają się psychiczne. Było ciekawie i taktownie, myśli celne.
  • Zwróciłam moją uwagę na pierwotną tęsknotę za utraconym obiektem na doświadczenie ciała podczas wydobywania się z łona matki. Na nieobecność owego doświadczenia w werbalnym przekazie czy psychicznym. Ciało czasem może nam wiele powiedzieć, jeśli wsłuchamy się w nie, w jego odruchy, bóle. Bardzo duże wrażenie zrobił na mnie tekst R. Lombardiego o tym, jak człowiek w psychotycznym stanie umysłu nie znosi ograniczeń rzeczywistości. Jak nie chce o nich słyszeć i, jak robi wszystko by podtrzymać halucynację o własnej omnipotencji.
  • Teksty dobrane i sposób prowadzenia seminarium są doświadczeniami intelektualno-emocjonalnymi. To było dla mnie najcenniejsze.
  • Szczególnie dziękuję za superwizję pacjentki oraz zwrócenie uwagi na symbiotyczną relację związaną z melancholią po utraconym obiekcie miłości i chęci przyniesienia dziecka matce – co niezwykle wpisywało się w doświadczenia pacjentki.
  • Była to dla mnie fascynująca opowieść o strukturze skojarzeń i przerwy, o wstręcie i o malarstwie, ale szczególnie o indywidualnym znaczeniu. Dużo by pisać, spotkanie uświadomiło mi czym jest przerwa, separacja, przestrzeń i jak ona jest potrzebna. Polecona książka o popędzie śmierci S. Spielrein pokazująca efekty jej pracy skojarzeniowej, a odkrycie jej życiorysu pozwoliło mi pierwszy raz zdać sobie sprawę z zawiłości relacji Freuda i Junga. Tragiczny los tej kobiety poruszył we mnie wiele uczuć.
  • Kolejnym odkryciem był namysł nad procesami apoptozy i nekrozy poruszył we mnie skojarzenia dotyczące pozytywnej dezintegracji K. Dąbrowskiego. Zrozumiałam czym jest proces zmiany w psychoanalizie i jak z chaosu wyłania się porządek wewnętrzny i zewnętrzny oraz indywidualne twórcze znaczenia. Były to dla mnie zajęcia pełne inspiracji i wielu odkryć. Jestem bardzo wdzięczna za jej podzielenie się ogromną wiedzą i rozumieniem, za zrozumienie, ile pracy wymaga rozwój.
  • Zaskoczyło mnie spokojne rozumienie i integracja równych szkół psychoanalitycznych oraz rozumienie objawu. „Biała psychoza” – to ciekawe zagadnienie zastanawiać się, nad skojarzeniem i stanem przed skojarzeniem, gdzie ciało komunikuje, bez udziału refleksji.
  • Mam wiele myśli. Jest to proces dla mnie i dla moich pacjentów takie seminarium. Każde spotkanie się łączyło i dopełniało, jakby prowadzący się dogadali, ustalili. A domyślam się, że przy takim poziomie przygotowania i doświadczenia to jest naturalne, jeśli mówi się tym samym językiem, także językiem symboli. 
  • Pierwsze dwa spotkanie świetnie wprowadziły mnie w trzecie. To się tkało, jak opowieść o tajemnicach psychiki i ciała. I ten spokój prowadzących. Możliwość wspólnego myślenia, bez oceny, bezpiecznie.
  • Jak można sformułować myśli to jest szalenie dużo. Uderzyło mnie, jak bardzo pacjent był niewidziany i niemyślany, jak bardzo pominięty, jakby się nie urodził. Tu poczułam identyfikacje z martwą matką A. Greena, przyszło mi na myśl skojarzenie o Ludziach zoombi – jest – jakoby go nie było, tu znaczenie trzeba nadać i ono ożywia. Skojarzenia do teorii W. Winnicotta i jego obiektu matko-dziecka, do widzenia podwójności matki jako obiektu wewnętrznego i środowiska. Zdałam sobie sprawę jak ważne jest to pierwsze podstawowe zaabsorbowanie.
  • Uczestniczyłam w II części seminarium, więc do tej części się odniosę. Bardzo dziękuję za możliwość dołączenia w trakcie trwania zajęć.
  • Piękne miejsce związane ze sztuką, nawiązania do artystów, także podczas wykładu do Bellmera, bardzo ciekawe, przy omawianiu histerii. Zjawiskowe to było, jeszcze w tych przestrzeniach, przy malarstwie Starowiejskiego i innych. To jest zdumiewające jak sztuka, nasze życie łączy się z psychoanalizą. Organizatorka co roku dba o łączenie zajęć ze sztuką. To cenne, że nie zaprasza tylko psychoanalityków, ale też filozofa, inne osoby.  
  • Superwizje jako część seminarium. Bardzo pomocne były one dla mnie i sama skorzystałam na omówieniu mojej pacjentki. Atmosfera – miałam poczucie bezpiecznego miejsca, w którym można swobodnie dzielić się swoimi refleksami, bez lęku przed oceną czy krytyką. Organizacja – organizator czuwał nad wszystkim, widać było zaangażowanie i chęć zadbania o grupę.
  • Ostatnie spotkanie wiele mi dało – zrozumiałam ważne dla mnie rozdzielenie między rozwiązaniem psychotycznym a psychosomatycznym u pacjentów. 
  • Dzielę się garścią swoich refleksji i odczuć związanych z ubiegłorocznym seminarium. Żałuję trochę, że nie spisywałam ich na gorąco, tuż po spotkaniach. Jestem bardzo wdzięczna, że mogłam uczestniczyć w cyklu spotkań psychosomatycznych. Bardzo cenię sobie ich różnorodność, możliwość poznania wielu punktów widzenia, sposobów myślenia, a jednocześnie pewien wspólny mianownik spotkań, spójność całego cyklu.
  • Poza psychoanalitycznym rozumieniem zaburzeń psychosomatycznych, za obecną na każdym seminarium uważam bezpieczną atmosferę, sprzyjająca wymianie myśli, odczuć i skojarzeń, pozwalającą na twórczą pracę. Zapisując się na seminarium niewiele wiedziałam o psychoanalizie i nadal bardzo niewiele wiem, ale spotkania pozwoliły mi skonfrontować swoje wyobrażenia, często mylne i spojrzeć w jaki sposób mogę korzystać z podejścia, także w swojej pracy z pacjentami.
  • Bardzo zapamiętałam seminarium, gdzie prowadząca sprawnie i zrozumiale, nawet dla niewprawnego słuchacza, łączyła psychoanalityczne treści i wiedzę z neurobiologii. Zaciekawiający wydał mi się zaproponowany przez artykuł „Śnienie ciała”.
  • Dodatkowo tematyka pierwszego spotkania w pewnym stopniu była związana z moimi osobistymi sprawami i pozwoliła mi na namysł, także nad sobą. 
  • Doceniam zaangażowanie organizatora w tworzenie takiego miejsca jak VERSO. Myślę, że dla mnie osobiście stało się ono przestrzenią, do której chętnie będę wracać.
  • Serdecznie dziękuję za możliwość uczestnictwa w seminariach. Ogromnie doceniam organizację całego pakietu spotkań. Jestem pod dużym wrażeniem poziomu merytorycznego oraz doboru gości. Uważam, że seminarium towarzyszy profesjonalizm, podziwiam determinację i organizację spotkań. Wszystko jest w punkt! Chciałabym serdecznie podziękować prowadzącym za otwartość w przekazywaniu wiedzy, cenne informacje oraz pomoc w rozumieniu pracy psychoanalityka. Dzięki seminarium, szczerze pozazdrościłam pracy w analitycznej modalności i analitycznego rozumienia pacjenta. Uważam, że osobowość prowadzących seminarium przełożyła się na otwartość i aktywność grupy, a doświadczenie na poczucie bezpiecznego kontaktu oraz stan otwartego umysłu uczestników. 
  • Dziękuję za możliwość bezpośredniego poznania tak wielu cennych prowadzących. Możliwość posłuchania ich myśli, wspólnej wymiany przy stole, z szacunkiem. Zostanie to ze mną na długo. 
  • Kochani, chcę się jeszcze podzielić z Wami myślami po wczoraj… Bardzo dotarło do mnie to wczorajsze spotkanie i treści przedstawiane przez Panią Krystynę Geller i treści z superwizji i z naszego pożegnania. Przyszła mi rano taka myśl – słowo „skaza” jako widoczny ślad, wada pozostawione po urazie i źródło wstydu i późniejszego pragnienia bycia nieskazitelnym, bez skazy, ale też niezniszczalnym, wiecznym, nieśmiertelnym. „Skaza” pochodzi od słowa „skazić” – pochodnego od „kazić” – psuć, niszczyć, rozbijać, niweczyć itd. Stąd też „zakazić”. Tyle można wyczytać z etymologii słów… To jest ogromnie ciekawe.
  • Powtórzę to, co mówiłam na ostatnim spotkaniu z Panią Heleną – czuję się jak w domu, odnalazłam w tych treściach swój dom. Wczorajsze spotkanie było dla mnie zarazem domykające, jak i otwierające. A dziś dopadła mnie migrena – jak na psychosomatykę przystało. Więc może powinnam napisać – że moja dzisiejsza migrena to jest jak złożenie podpisu, taka kropka nad „i”. Trochę teraz przechodzi, gdy to piszę. Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz dziękuję ❤
  • Dziękuję. Miałam w czasie własnej terapii takie doświadczenie, że słowa zaczęły nabierać dla mnie głębi i znaczenia, takiego jakby wynikającego z głębokiego czucia w tkankach…trudno to opisać… Więc to jest dla mnie taka droga… Myślę, że objęcie tego i uznanie istotności tych doświadczeń w mojej terapii przez moją terapeutkę pozwala mi iść i tą swoją/ ale też już wydeptaną przez innych ścieżką (somatosensorycznopsychiczną ;)). Cieszę się z Waszego towarzystwa na tej drodze i Twojego Justyna i Obu Prowadzących. Ciekawe co będzie dalej …
  • Psychosomatyka towarzyszy mi od lat. Brałam udział w różnych spotkaniach, seminaria w Verso są wyjątkowe, też pod względem atmosfery. Byłam z polecenia koleżanek wcześniejszych edycji. Organizatorka dba o szczegóły, przepływ informacji, bardzo pomaga w przygotowaniach superwizji. Bardzo swobodna i życzliwa, pełna szacunku atmosfera.
  • To prawda… Winnicott wierzył, że człowiek, dziecko ma wrodzoną skłonność do życia i rozwoju… potrzebuje „tylko” do tego odpowiednich warunków środowiska. Instynkt życia w połączeniu z tą plastycznością, o której mówiła Pani Krystyna pozwala może wciąż szukać, wytyczać te własne ścieżki życia… Natura (ludzka też) ma niezwykłą zdolność do odradzania się, tak jak zdeptana trawa się podnosi z czasem. Tak myślę, choć może jestem w zbyt górnolotnym nastroju teraz
  • Ja również dziękuję, bardzo sobie ceniłam to seminarium i cieszę się, że uczestniczyłam w całości. Co do uczestnictwa w kolejnym seminarium, to na ten moment nie jestem w stanie się zadeklarować, ale biorę to pod uwagę i z chęcią poznam więcej szczegółów dotyczących seminariów tyskich.
  • Roczne seminarium psychosomatyczne w ujęciu psychoanalitycznym było dla mnie jednym z bardziej poruszających doświadczeń w mojej dotychczasowej edukacji. Dziękuję Paniom Helenie i Krystynie. I Tobie Justyno.
  • To był rok, który pozwolił mi spojrzeć na człowieka głębiej. Nie tylko przez objaw. Nie tylko przez diagnozę. Nie tylko przez to, co widać na zewnątrz. Ale przez historię, ciało, relacje, napięcia, lęki, pragnienia i wszystko to, czego czasem nie da się jeszcze ubrać w słowa.
  • Te seminaria pokazały mi coś, co gdzieś intuicyjnie czułam już wcześniej – że psychika i ciało nie są od siebie oddzielone. Że ciało często niesie to, czego człowiek nie mógł przeżyć, nazwać albo pomyśleć. Że objaw nie jest tylko „problemem do usunięcia”, ale czasem komunikatem. Śladem. Próbą opowiedzenia czegoś, co nie znalazło innego języka.
  • Bardzo zostaje ze mną myśl o leczeniu mową dr Geller – uczenie człowieka mówienia o sobie i swoich przeżyciach. Rozpoznawania tego, co dzieje się w środku. Uczenie myślenia o sobie, zamiast uciekania od siebie.
  • Bo być może właśnie w tym zaczyna się jakaś forma wolności, w umiejętności mówienia i myślenia. W przestrzeni na pytania. W kontakcie ze sobą. W tym, że człowiek nie musi już tylko reagować, odcinać się, wypierać albo przenosić wszystkiego na ciało. Może zacząć rozumieć. Może zacząć przeżywać.
  • Jestem bardzo wdzięczna psychoanalizie za to, co mi pokazała. Za wrażliwość na nieoczywiste. Za patrzenie głębiej. Za ciekawość wobec człowieka. Za przypomnienie, że za objawem często stoi historia, której warto wysłuchać. I wiem, że chcę z tej wiedzy korzystać.
  • Nie wiem jeszcze, czy psychoanaliza jest moją ścieżką. I dziś nie chcę tego rozstrzygać. Jestem dopiero w procesie szukania. Chcę poznawać różne nurty, różne perspektywy, różne sposoby rozumienia człowieka. Chcę uczyć się, sprawdzać, wątpić, pytać i nie zamykać się za szybko w jednej odpowiedzi. Chcę szukać tego co moje.
  • Coraz bardziej czuję, że nie chcę uczyć się psychologii, a później psychoterapii jako zamkniętego i ortodoksyjnego zbioru dogmatów. Chcę uczyć się człowieka. W dialogu między teoriami, między neuronauką a psychoanalizą, między ciałem a psychiką, między nauką a doświadczeniem.
  • Chcę pozostać ciekawa. Elastyczna. Otwarta. Chcę szukać swojej ścieżki powoli, bez presji, że już teraz muszę wiedzieć dokładnie, kim będę i jak będę pracować. Podziękowania dla wspaniałych prowadzących i dwa tak różne bardzo uzupełniające się podejścia. Gratulacje Justyno wytrwałości.
  • Pewnie ta ścieżka będzie się klarować przez lata. I nie chcę się z niczym spieszyć czy robić czegoś na siłę. Ale dziś wiem jedno, ten rok coś we mnie otworzył. I za to jestem naprawdę wdzięczna ????
  • Prowadzące mają ogromną wiedzę i doświadczenie. Dziękuję za spokojne i klarowne tłumaczenie nam tak trudnych zależności. Współpracowałam już z Verso i jestem zadowolona. Jest coś innego niż w innych grupach, każdy może mieć głos, nawet osoby z innych nurtów. Justyna nie dzieli ludzi tylko zachęca. Spokój i sympatia Pani Krystyny i Pani Heleny służyły uczeniu się i oswajaniu, także na superwizjach.